Przedawnienie roszczenia to instytucja, która chroni dłużnika przed bezterminowym ściganiem za długi. Zegar przedawnienia może jednak zostać bardzo łatwo „wyzerowany” w wyniku nieprzemyślanego uznania długu. Kiedy dochodzi do uznania roszczenia, jakie to niesie konsekwencje i dlaczego firmy windykacyjne tak bardzo na nie liczą?
💡 Najważniejsze wnioski
- Wierzyciel ma ograniczony czas na dochodzenie swoich należności. Jeśli upłynie termin przedawnienia, dłużnik może uchylić się od zapłaty przed sądem.
- Bieg przedawnienia przerywa się m.in. przez uznanie roszczenia (długu) przez dłużnika. Po takim uznaniu termin przedawnienia zaczyna biec od nowa, od zera.
- Do uznania długu nie potrzeba podpisywania specjalnych oświadczeń – wystarczy nieostrożna rozmowa telefoniczna z windykatorem, w której dłużnik poprosi np. o rozłożenie zadłużenia na raty.
Windykatorzy często dzwonią do dłużników tuż przed upływem terminu przedawnienia, proponując ugodowe rozłożenie płatności. Jeśli dłużnik zacznie rozważać tę ofertę, automatycznie potwierdza istnienie długu. Przedawnienie się przerywa.
Przerwanie biegu przedawnienia a uznanie długu
Czym grozi uznanie roszczenia (uznanie długu)?
Polskie prawo cywilne przewiduje, że zazwyczaj wierzyciel (np. bank, sprzedawca, wynajmujący) ma ograniczony czas na dochodzenie swoich należności przed sądem. Jeżeli w tym okresie nie złoży pozwu, dochodzi do tzw. przedawnienia roszczeń. Przedawnienie wiąże się z bardzo wysokim prawdopodobieństwem przegrania sprawy przez wierzyciela. Sąd (a później komornik) będzie miał związane ręce, a odzyskanie pieniędzy czy rzeczy zależeć będzie wyłącznie od dobrych chęci dłużnika.
Długości terminu przedawnienia nie wolno zmieniać w umowie. Strony mogą ustalić jedynie termin zapłaty, od którego to zegar przedawnienia zacznie bić. Co jednak ważne, zegar ten nie jest nietykalny. W określonych w Kodeksie cywilnym przypadkach można wcisnąć „reset”. Taki reset ustawa nazywa przerwaniem biegu przedawnienia. Od tego momentu czas potrzebny do przedawnienia zaczyna biec od nowa. Jednym z głównych powodów takiego przerwania jest właśnie uznanie roszczenia przez dłużnika.
Kiedy dochodzi do uznania roszczenia i „skasowania” czasu?
Kodeks cywilny nie definiuje precyzyjnie, czym jest uznanie roszczenia. Orzecznictwo Sądu Najwyższego (m.in. wyrok z 16 września 2022 r., II CSKP 551/22) przyjęło jednak niebezpiecznie szeroką wykładnię. Do uznania długu dochodzi przez każde zachowanie się dłużnika, które dowodzi jego świadomości istnienia ciążącego na nim obowiązku.
Nie jest konieczne, aby dłużnik (np. pożyczkobiorca czy najemca) chciał zapłacić ten dług. Nie musi też w ogóle być świadomy, że właśnie swoimi słowami przerywa przedawnienie. Wystarczy, że przyzna: „Tak, wiem, że zalegam”.
Dlatego dłużnicy powinni bardzo uważać w kontaktach z wierzycielami. Mechanizm ten jest nagminnie wykorzystywany przez firmy windykacyjne, które skupują przedawniające się długi za ułamek ich wartości. Windykator dzwoni do ofiary i proponuje np. „umorzenie odsetek, jeśli rozłożymy dług na trzy dogodne raty”. Jeżeli dłużnik połknie haczyk i poprosi o przesłanie harmonogramu rat na maila – w świetle prawa właśnie uznał roszczenie, a firma windykacyjna zyskuje kolejne lata na ściganie go przez komornika.
Kiedy nie trzeba obawiać się uznania roszczenia?
Gdy termin przedawnienia już upłynął, przerwanie jego biegu staje się prawnie i fizycznie niemożliwe. Błąd dłużnika może go wtedy drogo kosztować tylko w innej instytucji prawnej: tzw. zrzeczeniu się zarzutu przedawnienia. Wymaga ono jednak znacznie konkretniejszych oświadczeń woli (np. podpisania ugody), a nie tylko przypadkowego potwierdzenia istnienia zaległości.
Pomoc prawnika w walce z przedawnieniem
Fakt, że uznanie długu nie musi być wprost sformułowane na piśmie, utrudnia ocenę własnej sytuacji. Prawnik zajmujący się prawem cywilnym potrafi przeanalizować historię korespondencji i rozmów z windykatorem, oceniając czy zegar faktycznie zaczął bić od nowa. Pozwala to podjąć racjonalną decyzję, czy wdawać się w spór sądowy z wierzycielem.