W lipcu 2023 roku media obiegła głośna wiadomość: kierowca sportowego samochodu w Krakowie, znacznie przekraczając dozwoloną prędkość i będąc pod wpływem alkoholu, stracił panowanie nad pojazdem, uderzając w murek przeciwpowodziowy. Całe zdarzenie zakończyło się tragicznie – śmiercią kierowcy i jego pasażerów. Uszkodzenia mienia jednak pozostały. Kto w takiej sytuacji zapłaci za wyrządzone szkody? Spadkobiercy czy ubezpieczyciel?
💡 Najważniejsze wnioski
- Kierowca zmarły w wypadku ponosi odpowiedzialność deliktową (na podstawie art. 415 Kodeksu cywilnego) z racji swojego rażącego naruszenia przepisów.
- Naprawa wyrządzonych szkód komunikacyjnych (np. w infrastrukturze miejskiej) obciąża w pierwszej kolejności jego ubezpieczenie OC.
- Jeżeli kierowca zginął na miejscu, roszczenie regresowe (czyli prawo ubezpieczyciela do żądania zwrotu pieniędzy za wypłacone odszkodowanie, m.in. z powodu nietrzeźwości sprawcy) nie powstaje wobec jego spadkobierców.
- Zgodnie z ugruntowanym orzecznictwem Sądu Najwyższego (Uchwała III CZP 61/12), roszczenie regresowe ubezpieczyciela nie wchodzi w skład spadku i z racji śmierci sprawcy zwyczajnie wygasa, a koszty pokrywa zakład ubezpieczeń.
Sąd Najwyższy jednoznacznie orzekł: jeżeli wypłata z zakładu ubezpieczeń nastąpiła po śmierci kierowcy, roszczenie regresowe (np. za jazdę pod wpływem alkoholu) nie istniało w chwili jego śmierci, więc nie wchodzi do spadku i spadkobiercy nie muszą oddawać ubezpieczycielowi pieniędzy.
Wypadek śmiertelny a szkody materialne – czy spadkobiercy płacą za pijanego sprawcę?
Szkodę należy naprawić
Miasto oszacowało wstępnie straty w uszkodzonym murze przeciwpowodziowym na kwotę około 150 tys. zł, a po szczegółowych wycenach kwota ta może być wyższa. Ze względów bezpieczeństwa infrastruktura ta musi zostać jak najszybciej odbudowana. Śmierć sprawcy nie zmienia faktu, że koszty fizycznych napraw spadły na właściciela uszkodzonego mienia (w tym przypadku miasto), który ma pełne prawo domagać się rekompensaty.
Odpowiedzialność kierowcy, który zmarł
W opisywanej sytuacji nie budzi wątpliwości, że zmarły kierowca ponosił pełną winę i odpowiedzialność za powstałe szkody (art. 415 k.c.: „kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia”). To on, łamiąc wszelkie zasady ruchu drogowego (znaczne przekroczenie dozwolonej prędkości, jazda pod wpływem alkoholu, przewóz nadmiaru pasażerów), zachował się bezprawnie. Powstaje jednak kluczowe pytanie – do kogo po śmierci sprawcy należy skierować rachunek za szkody?
Spadkobierca czy ubezpieczyciel? Kto zapłaci za wypadek?
Intuicyjnie nasuwają się dwie drogi. Pierwszą wydaje się roszczenie do spadkobierców kierowcy. Zgodnie z art. 922 § 1 Kodeksu cywilnego prawa i obowiązki majątkowe zmarłego przechodzą z chwilą śmierci na spadkobierców. Jednakże w przypadku szkód spowodowanych pojazdem mechanicznym sprawa wygląda inaczej z uwagi na istnienie obowiązkowego ubezpieczenia OC pojazdu.
Fakt, że kierowca spowodował wypadek pod wpływem alkoholu oraz rażąco łamiąc przepisy – a także fakt, że już nie żyje – nie zwalniają ubezpieczyciela z obowiązku likwidacji szkody wobec osób trzecich (lub podmiotów, jak miasto). Ubezpieczyciel musi zapłacić z polisy OC pojazdu.
Brak regresu ubezpieczeniowego wobec rodziny zmarłego
Zgodnie z art. 43 ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, ubezpieczycielowi przysługuje tzw. roszczenie regresowe (zwrotne) wobec kierowcy, który wyrządził szkodę po pijanemu. Ubezpieczyciel płaci poszkodowanym, a potem żąda zwrotu od pijanego sprawcy.
Ale co, jeśli sprawca zginął na miejscu? Czy ubezpieczyciel przyjdzie po pieniądze do jego rodziny (spadkobierców)?
Odpowiedź wynika wprost z orzecznictwa Sądu Najwyższego i brzmi: NIE.
W głośnej Uchwale z dnia 16 listopada 2012 r. (sygn. III CZP 61/12) SN rozstrzygnął, że roszczenie regresowe powstaje dopiero z chwilą wypłaty odszkodowania. Jeżeli do tej wypłaty dochodzi po śmierci kierowcy, roszczenie to w ogóle nie zdążyło powstać za jego życia, a w konsekwencji nie wchodzi w skład spadku. Oznacza to, że rodzina tragicznie zmarłego kierowcy nie dziedziczy długu względem zakładu ubezpieczeń.
Kierowca nie żyje, więc cel regresu (represyjny, karny) i tak nie mógłby zostać osiągnięty. Całkowity ciężar finansowy pokrycia szkód spowodowanych uderzeniem spada zatem trwale na ubezpieczyciela pojazdu.