Komentarz krytyczny do postanowienia Sądu Najwyższego z 29 marca 2023 r. (sygn. akt III CZ 427/22) stwierdzającego, że wniesienie pisma do sądu przez internet (e-PUAP) nie wywołuje jakichkolwiek skutków prawnych. Przez skrajny formalizm, w dobie wszechobecnej cyfryzacji, odmawia się obywatelom prawa do merytorycznego rozpoznania ich spraw.
💡 Najważniejsze wnioski z orzeczenia SN
- W polskim procesie cywilnym nadanie pisma procesowego za pośrednictwem platformy e-PUAP (zamiast tradycyjnej poczty lub biura podawczego) zostało uznane przez Sąd Najwyższy za prawnie bezskuteczne.
- Zamiast potraktować to jako brak formalny (brak własnoręcznego podpisu), który można uzupełnić w terminie 7 dni, Sąd Najwyższy całkowicie pozbawił takie pisma racji bytu, automatycznie odrzucając środki zaskarżenia.
- Podejście to uderza w prawo obywatela do sądu gwarantowane w Konstytucji, szczególnie w obliczu ograniczanych godzin pracy placówek pocztowych.
SN orzekł, że pismo wniesione przez E-PUAP nie wywołuje skutków. Nikt nie patrzy na to, z jakim problemem to orzeczenie zostawia obywatela. Ważne, że sąd znalazł proceduralny powód, żeby sprawy nie rozstrzygać.
Wniesienie pisma przez ePUAP nieważne? Komentarz do postanowienia SN
Dlaczego problem ze złożeniem pism narasta?
Temat jest świetnie znany praktykom. W karierze każdego pełnomocnika, jak i zwykłego obywatela, wielokrotnie pojawiała się konieczność złożenia pisma w ostatni dzień terminu (np. z powodu nagłej choroby czy krótkiego czasu na analizę). W tym czasie Poczta Polska S.A., zamiast podnosić standard usług, zamyka całodobowe placówki (nawet w tak wielkich miastach jak Kraków). Obywatel, który z mocy ustawy ma czas na nadanie pisma do godziny 23:59 ostatniego dnia terminu, de facto traci to prawo, bo ostatnia poczta zamyka się np. o 21:00. Nic więc dziwnego, że zdesperowani obywatele i prawnicy zaczęli szukać ratunku w państwowym systemie e-PUAP.
Sąd Najwyższy w 2023 r., w cywilizowanym kraju w środku Europy, uznał jednak, że jest to absolutnie niedopuszczalne.
Jaka powinna być motywacja składu orzekającego?
Sędziowie ślubują „służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, stać na straży prawa”. Zgodnie z Konstytucją – Rzeczpospolita to dobro wspólne wszystkich obywateli, państwo powołane po to, by żyło nam się lepiej. Zatem kluczowe pytanie, jakie sędziowie SN powinni sobie zadać przystępując do sprawy brzmi: jak w tej luce prawnej orzec tak, aby chronić prawa obywatela?
Potencjalne skutki orzeczenia pro-obywatelskiego (per analogiam)
Gdyby Sąd Najwyższy uznał w swej łaskawości, że skoro do urzędów administracji publicznej od lat z powodzeniem można wnosić niemal wszystkie dokumenty przez e-PUAP, to z zasady demokratycznego państwa prawnego (oraz prawa do sądu) wynika konieczność akceptacji takiego pisma również przez sądy. Zastosowanie wykładni per analogiam wypełniłoby lukę pozostawioną przez opieszałego ustawodawcę.
Co więcej, takie nowatorskie orzeczenie wymusiłoby wreszcie na Ministerstwie Sprawiedliwości przyspieszenie informatyzacji sądów cywilnych (które dziś potrafią doręczać pisma portalem informacyjnym, ale nie potrafią w drugą stronę ich formalnie przyjmować w zwykłym procesie).
Potencjalne skutki orzeczenia kompromisowego
Nawet przy braku zgody na pełną elektronizację, sędziowie SN mogli utrzymać funkcjonujący od lat kompromis. Zgodnie z nim pismo wysłane przez e-PUAP jest wniesione w terminie, ale traktuje się je jako pismo zawierające brak formalny w postaci braku własnoręcznego podpisu. Sąd powinien wtedy wezwać do uzupełnienia tego braku w ciągu 7 dni. Była to doskonała „furtka awaryjna”, ratująca konstytucyjne gwarancje obywateli, która nie była masowo nadużywana.
Gwarancje procesowe i pozbawienie praw
Tymczasem SN orzekł coś zupełnie przeciwnego: pismo nie wywołuje jakichkolwiek skutków. Złożona elektronicznie apelacja czy zażalenie ląduje w koszu, a obywatel bezpowrotnie traci prawo do dwuinstancyjnego rozpoznania swojej sprawy. I nie ma to żadnego znaczenia, czy sam się pomylił, czy pomylił się jego pełnomocnik.
Choroba formalizmu tocząca polskie sądy
To orzeczenie to wyjątkowo rażący przykład choroby skrajnego formalizmu, sprowadzającego proces sądowy do bezmyślnej formułki. Z codziennej praktyki wynika, że wielu sędziów czeka tylko na techniczny błąd obywatela (np. złe opłacenie, zły margines, błąd w doręczeniu), aby błyskawicznie, z powodów czysto proceduralnych odrzucić sprawę. Statystyka się zgadza, sprawa zamknięta, sędzia ma mniej pracy. A merytoryczna sprawiedliwość schodzi na dalszy plan.
Odmowa obywatelom prawa do merytorycznego rozpoznania sprawy tylko z powodu tego, że pismo spłynęło kablem zamiast w papierowej kopercie na Poczcie Polskiej, to powód do wstydu. Wymiar sprawiedliwości miał służyć obywatelom, a nie odgradzać się od nich murem anachronicznych przepisów.